Pischinger

M mówi, że to smak jego dzieciństwa. Ja w tym okresie pischingera nie jadałam (paradoksalnie, bo to w końcu ja*, a nie mój mąż, pochodzę z Galicji!). Faktem jednak jest, że jeśli mam jeść wafelki, to jakaś czekolada czy kakao musi przy nich się znaleźć (jasnym – które nazywam andrutami – mówię nie, bo są dla mnie zbyt mdłe).

Przepis na poniższy deser jest mojej teściowej, wykonanie – małżonka. Uwaga: masa bazuje na kakao, bo w czasach, gdy byliśmy dziećmi, czekoladę się ceniło, jeśli oczywiście się ją w ogóle dostało, i na pewno nie stapiało na jakieś polewy ;). Uważam jednak, że bardzo dobrej jakości kakao zupełnie dobrze spełnia swoją rolę (i kolor przyznacie, że ma całkiem, całkiem). Z innych pozytywów – ponieważ wafle są gotowe, można potraktować ciasto jako awaryjny deser dla idiotów. Może niekoniecznie na Wielkanoc, ale może a nuż ktoś będzie miał taką świąteczną awarię ;)?

Składniki: paczka wafli (kształt dowolny, osobiście wolę okrągłe, choć teraz był kwadrat; ok. 5 listków), 250g masła, szklanka (240ml) cukru, 6 łyżek dobrego, ciemnego kakao, 1/2 szklanki (czyli 120ml) mleka

Masło stopić na małym ogniu, dodać cukier, mleko i stopniowo, pracując trzepaczką, dodawać przesiane kakao. Podgrzewać dalej na małym ogniu, często mieszając (najlepiej lekko roztrzepując), aż masa będzie gładka i lśniąca. Sprawdzić, czy masa nie ma grudek – jeśli tak i są duże, można je wyłowić (metoda M ;), druga opcja to przetarcie przez sitko. Ułożyć wafle np. na stolnicy lub desce, smarować gorącą masą, poza ostatnim listkiem, na które należy zostawić ok. 2-3 łyżek masy na później. Na górnym, “łysym” listku delikatnie położyć np. deskę do krojenia, by wafle obciążyć (nie obciążone zawiną się do góry), zostawić do ostudzenia i zastygnięcia (ok. 2-3 godzin wystarczy). Po tym czasie delikatnie podgrzać (można w kąpieli wodnej) pozostałą masę, posmarować górny wafel, zostawić całość do zastygnięcia. Przechowywać w chłodnym miejscu.

Pischinger

Korzystając z okazji chciałam Wam życzyć wesołych (i smacznych) Świąt Wielkanocnych! Sama udaję się gotować żurek...

* M: “Nie Ty, a Twoi przodkowie”.