Jeśli zimową porą ciasto

Tytuł posta to parafraza tytułu powieści Italo Calvino, którego utworami kiedyś (dawno, dawno temu) się zaczytywałam, ale szczerze mówiąc, mam ochotę prychnąć: Jakie „jeśli”? Tryb warunkowy nie ma zastosowania, bo to oczywiste, że co jak co, ale zwłaszcza zimową porą ciasto było, jest i będzie.

Za oknem zima dość brytyjska (wilgotno, wietrznie i chłodno, ale nie mroźnie …. tylko brakuje wrzosowisk i baranów na wzgórzu), więc dwa zimowe ciasta Nigelli są bardzo na miejscu. Do pierwszego przymierzałam się kilka lat: bardzo podobał mi się opis, że to wypiek na te miesiące, gdy jest ciemno, zimno a owoce świeże trudno dostępne (stąd w składzie suszone). Mowa o placku z suszonymi morelami z Domestic Godddess, przepisu w klimacie retro.

W czasach, gdy powstawała książka, niesiarkowane morele (czy inne suszone owoce) nie były zbyt popularne i nie wiem, co autorka by dziś polecała; ja użyłam, jak w przepisie wyjściowym, „zwykłych” czyli pomarańczowych, siarkowanych. Oczywiście wybór należy do Was; z morelami naturalnymi nadzienie będzie miało zupełnie inny – ciemniejszy – kolor. Dodałam odrobinę cukru do ciasta, bo wytrawne nie pasuje mi do słodkiego farszu. Spulchniacze nie są obowiązkowe, można je pominąć.

Jeśli zimową porą ciasto

Składniki:

Ciasto:

  • szczypta soli
  • sok z 1 pomarańczy
  • 250g mąki ze spulchniaczami (lub zwykłej bądź zwykłej z dodatkiem po 3/4 łyżeczki sody i proszku do pieczenia)
  • 2 łyżki drobnego cukru
  • 125g zimnego masła
  • 1 duże żółtko
  • schłodzona woda
  • mleko (lub białko z ww. żółtka) do glazury, cukier do posypki

Nadzienie:

  • 250g suszonych moreli, moczonych co najmniej 6h w 0,5 l. wody
  • 6 łyżek śmietany 18%
  • łyżka miodu (ew. syropu)
  • 1 roztrzepane jajo

Przyjmując, że morele się namoczyły, można zająć się ciastem. Rozpuścić sól w soku z pomarańczy, odstawić do lodówki. Wymieszać mąkę z cukrem, wetrzeć masło na okruszki. Dodać płyny: żółtko i sok, zagnieść; jeśli całość jeszcze nie będzie chciała się połączyć w kulę – jak u mnie – dodawać pomału schłodzoną wodę, aż wszystkie składniki się połączą na gładkie ciasto. Podzielić na 1/2, uformować dwa placki, schłodzić 10 minut w lodówce.

Morele umieścić razem z syropem w rondelku, zagotować, gotować 5 min. Odcedzić, morele odłożyć na bok; płyn zachować, przelać z powrotem do rondelka, zagotować i redukować, aż zostanie ok. 3 łyżek syropu.

Placki rozwałkować by wyłożyć tartownicę ok. 22 cm. Jednym kawałkiem wyłożyć dno, na środku ułożyć morele. Syrop wymieszać z miodem i śmietaną, szybko wtrzepać jajko i zalać sosem owoce. Przykryć całość drugim kawałkiem ciasta, brzegi skleić, wyrównać (z resztek ciasta można powycinać dekoracje do ozdobienia wierzchu). Ciasto naciąć kilkakrotnie ostrym nożem, posmarować z wierzchu mlekiem lub zachowanym białkiem. Piec 20 minut w 200 st. C, skręcić temperaturę do 180 st. i piec dalsze 30-35 minut. Można w 1/2 czasu przykryć folią, ale odkryć ciasto na ostatnie 5 minut pieczenia. Gorące ciasto posypać zwykłym cukrem (można też poczekać, aż wystygnie i posypać cukrem pudrem). Wystudzić przynajmniej 1 h przed jedzeniem. Smaczne i na zimno, i lekko ciepłe. 

Przepis drugi bazuje na cieście klementynkowym, swego czasu hitu m.in. Galerii Potraw. Jest to wilgotny (co nie każdemu odpowiada), bezglutenowy wypiek, o prostym składzie: wygotowane owoce, mąka migdałowa, jaja, cukier. Przepis pochodzi z How to eat, w którym Nigella mimochodem wspomina o innych wariantach: pomarańczowym lub cytrynowym. Ja poszłam krok dalej (czy też w bok ;), bo pomieszałam pomarańcze z cytrynami, tworząc ciasto cytrusowe. Zapach podczas gotowania owoców, a potem miksowania składników był tak silny, że chociaż nigdy nie wyjadam surowej masy na wypieki, tu nie powstrzymałam się ;).

Jeśli zimową porą ciasto

Składniki:

  • ok. 0,5kg cytrusów (u mnie 1 pomarańcza i 2 cytryny),
  • 250g mąki migdałowej,
  • 225g drobnego cukru,
  • 6 jaj średnich (lub 5 dużych), 
  • kopiasta łyżeczka proszku do pieczenia
  • opcjonalnie: szczypta cynamonu

Owoce umyć, umieścić w dużym garnku, zalać wodą (muszą swobodnie się unosić), zagotować, skręcić ogień na średni i gotować ok. 2h. Odcedzić, przestudzić, usunąć pestki. Umieścić w malakserze razem z pozostałymi składnikami, zmiksować na gładką masę. Przelać do tortownicy o średnicy 20 cm (wyłożonej pergaminem lub natłuszczonej/omączonej), piec godzinę (lub do suchego patyczka) w 190 st. C (ew. przykryć pod koniec folią). Dokładnie wystudzić przed jedzeniem (najlepiej poczekać dobę). Można udekorować polewą, lukrem lub, jak ja, posypać (kreatywnie lub nie 😉 cukrem pudrem. Ciasto b. długo pozostaje świeże.

Jeśli zimową porą ciasto