Ryby na lato

Ryby i owoce morza pojawiają się regularnie na naszym stole. Nie wszystkie gatunki ryb mi jednak smakują – pływające w mule i ościste zjem, ale niechętnie. Podobnie jest z obróbką przed i w trakcie – patroszenie i czyszczenie wolę zostawić M, podobnie jak smażenie (bo tego zasadniczo nie lubię robić) i grillowanie. Ja się wolę zająć stroną koncepcyjną (doprawianie, przygotowywanie sosów i dodatków) oraz konsumpcyjną 🙂 Prawdą jest też to, że jeśli ryba jest dobra jakościowo i do tego świeża, niewiele trzeba z nią robić, by uzyskać smaczne danie.

Propozycja #1: prościej się chyba nie da, czyli steki z tuńczyka z pesto.

Ryby na lato

Składniki: 1-2 steki z tuńczyka na głowę, sól, sok z cytryny, oliwa, parę łyżek pesto domowego lub kupnego

Steki umyć, osuszyć, lekko posolić, skropić cytryną i natrzeć oliwą (ważne, bo mięso z tuńczyka jest b. chude). Grillować na rozgrzanym grillu, najlepiej na tacce, po kilka minut z każdej strony (nie za długo, aby nie przesuszyć). Gorące steki posmarować pesto i podawać, np. ze świeżym chlebem i sałatką.

Ryby na lato

Propozycja #2: smażona sielawa. Smaczne, niewielkie ryby, których nadprodukcję można zjeść na zimno lub obrać z ości i wymieszać z twarogiem oraz odrobiną musztardy na pastę-awanturkę. Można z pewnością smażyć je obtoczone w mące lub w panierce, ale tej ostatniej nie lubię w żadnym wydaniu.

Składniki: na 2 dorosłe osoby: ok. 600-700g sielawy, najlepiej już oczyszczonej, olej/oliwa do smażenia, sól gruba, sok z cytryny

Ryby oczyścić z łusek, jeśli to konieczne, wypatroszyć, obciąć głowy (obrobione rybki widać na 1 zdjęciu u góry). Osuszyć ręcznikiem. Smażyć  partiami na rozgrzanym oleju lub oliwie do pożądanego stopnia zrumienienia – u nas były smażone krótko, tyle, by nie były surowe. Gorące rybki posypać dość grubą solą i skropić cytryną, odstawić na chwilę przed podaniem. Jeść z np. ziemniakami w dowolnej formie i pomidorem doprawionym oliwą, octem balsamicznym i posiekanym czosnkiem (jak na 1 zdjęciu u góry).

Propozycja #3: lin (lub inna ryba) curry. Tj. doprawiona łagodnym (‘polskim’) – albo i ostrym, jak chcecie – curry. Kompozycja made by M. Zaskakująco smaczne, choć nie wiem, czy z linem jeszcze będziemy się bawić, bo raczej zaliczyłabym go do ryb ościstych.

Ryby na lato

Składniki: dla 2 osób: dwa średniej wielkości filety/płaty rybne (u nas z lina), łyżeczka curry w proszku, 1-2 łyżki oliwy

Zmieszać curry z oliwą, powstałą pastą wysmarować rybę, odstawić na ok. 20-30 minut. Piec na tacce na rozgrzanym grillu ok. 15 minut, obracając w połowie czasu. U nas podane z kukurydzą, także grillowaną – bez żadnego doprawienia, ale wciąż w liściach, które się na grillu spaliły, ale zanim to się stało, chroniły kukurydzę przed spaleniem – i posoloną oraz posmarowaną masłem już na talerzach. Ponadto jako dodatek była nadprodukcja wcześniej ugotowanej kaszy gryczanej, podgrzana na patelni także z dodatkiem curry – bardzo ciekawe połączenie smaków.