Majonez

Takie niby nic, a jednak – domowy majonez jest dużo, dużo lepszy od słoikowego. Pamiętam z dzieciństwa, jak Tata kręcił – nie z braku majonezu w sklepach, bo mieszkaliśmy wtedy w Londynie – ale dlatego, że wszystkim bardziej smakował. Teraz rodzice się lenią, ale mi się chce raz na jakiś czas (bo nie mam zbyt często ochoty na majonez i normalnie go nie kupujemy) pomachać trzepaczką. Podam przepis, z którego mi zawsze wychodzi – bo z dwóch innych i przy użyciu ciężkiego AGD się zwarzyły. Od tej pory używam trzepaczki ręcznej – nieco trzeba ręką pomachać, ale są takie dni, kiedy dobrze trochę się wyżyć. Metoda zresztą wzięta z przepisu z programu dla dzieci z Kuchnia.tv, ale trochę inne proporcje.

1 żółtko jaja delikatnie zmieszać ze szczyptą soli i niepełną 1/2 łyżeczki musztardy (Dijon, sarepskiej, jaką lubicie). Odstawić na 1 minutę, by się lekko ścięło. Po tym czasie uzbrajamy się w trzepaczkę i wlewamy parę kropli oleju spożywczego (u mnie słonecznikowy). Ważne, by olej i jajko były w tej samej temperaturze, mogą być oba z lodówki. Ubijamy żółtko z olejem, lejąc powoli, kropla po kropli (nie można tu się spieszyć!), aż się upewnimy, że masa jest jednolita i zaczyna przypominać majonez. Wtedy możemy dolewać olej bardziej śmiało. Nie odmierzam nigdy dokładnych ilości, ale na 1 żółtko potrzebujemy ok. 140-180 ml. Pod koniec ubijania zamieniam olej na oliwę z oliwek, ale nigdy nie daję zbyt dużo – ma zbyt wyrazisty smak na mój gust (w przypadku majonezu, w niemal każdej innej sytuacji wybiorę oliwę). Pod koniec ubijania dodaję także sok z cytryny – do smaku, u mnie raczej sporo – i pieprz.

I to właśnie jest prawdziwy majonez – i u mnie wcale nie do jaj, ale do kurczaka na zimno lub pod szynkę…

Majonez