Mój ajvar

Nie wiem, ile mój ajvar vel ajwar ma wspólnego z oryginałem, pewnie tylko dodatek papryki i pomidorów. Właściwie nie wiem też, na ile mogę mówić o ‚moim’ ajvarze, gdyż robiłam ten sos chyba czterokrotnie, a za każdym razem inaczej. Ogólnie przyjęłabym metodę prób i błędów, testowania i kosztowania w trakcie gotowania oraz po zmiksowaniu, a przed wekowaniem. Gotowy sos stosuję do kanapek, jako dodatek do warzywnych i mięsnych dań pieczonych oraz jako dip.

Składniki: ok. 1,2 kg cukinii (u mnie 3/4 gigantki; w praktyce byłoby to ok. 4-6 mniejszych), oliwa, 1 duża cebula, 2 ząbki czosnku, 1 żółta lub czerwona papryka, 1 średnia marchewka, 2-4 ostre* papryczki, 1 l przecieru pomidorowego lub 400g puszka pomidorów i ok. 600-700g świeżych, sparzonych ze skórek i rozgniecionych pomidorów, przyprawy: sól, pieprz, świeży/suszony tymianek, świeży/suszony cząber, suszone oregano, słodka papryka (najlepiej wędzona), cynamon, ponadto: ok. 3-4 łyżek oliwy, ok. 3-4 łyżek octu winnego/balsamicznego, ok. 3-4 łyżek cukru

Proponuję zacząć od umycia i pokrojenia na 1/2 talarki cukinii, co trochę zajmie czasu. Następnie rozgrzewamy ok. 2 łyżek oliwy w dużym, szerokim garnku o grubym dnie, szklimy cebulę (pokrojoną dowolnie i lekko oprószoną solą) i rozdrobniony czosnek. Dorzucamy paprykę pokrojoną w kostkę i marchewkę w talarki, smażymy kilka minut. Dorzucamy pokrojone w kostkę ostre papryczki (u mnie pozbawione większości pestek i 2 sztuki, ale 3-4 byłyby IMHO lepsze) i cukinię. Smażymy kolejne kilka minut. Dodajemy pomidory (u mnie była to mieszanka świeżych i z puszki), mieszamy całość dobrze, skręcamy ogień na średni. Doprawiamy – u mnie dość hojnie – ziołami, solą i pieprzem; słodkiej papryki wędzonej dałam ok. łyżeczki, cynamonu ok. 1/4 łyżeczki. Gotować całość ok. 30 minut, mieszając co jakiś czas. Sprawdzić doprawienie i gotować jeszcze kilka-kilkanaście minut, aż wszystkie warzywa będą miękkie. Zdjąć z ognia, wymieszać z oliwą, octem i cukrem (ja zaczęłam od 3 łyżek wszystkiego, ale później doprawiałam), odstawić na kilka minut. Zmiksować na gładką masę, sprawdzić doprawienie – ja jeszcze dodałam po łyżce cukru, oliwy i octu – i ew. jeszcze raz krótko zmiksować. Przełożyć do czystych, wyparzonych słoików, zakręcić mocno (u mnie pokrywki dodatkowo przetarte spirytusem) i krótko spasteryzować (ja to robię w piekarniku: w 160 st. C w termoobiegu, w blaszce, do której wlewam ok. litra wody; 15 minut w piekarniku włączonym oraz drugie tyle w wyłączonym). Odstawić słoiki do góry nogami do zassania.

* Moje papryczki nie były z gatunku najostrzejszych ostrych, takich jak małe papryczki tajskie, bardziej na poziomie peperoncini; ich ilość należy dostosować do własnych upodobań. Przy okazji polecam zestawienie ostrości papryk wg skali Scoville’a.

Z innych wariantów robiłam także ajvar bakłażanowy i z mieszanki cukinii i bakłażana. Właściwie spasteryzowany bardzo dobrze się przechowuje – co najmniej kilka miesięcy, ale ja trzymałam i ok. roku.