Zupa z sałaty i lubczykuGdy pierwszy raz przeczytałam o tym, że można robić zupę z sałaty, zrobiłam „eeee?” i pokręciłam głową. Było to jednak parę lat temu 😉 Od tego czasu zdążyłam na działce zasadzić lubczyk, który przeżył tam już dwie zimy, cyklicznie to umierając, to ożywając ponownie. W tej chwili jest znów żywym, zielonym krzaczkiem. Potarłam liście w palcach, zachwyciłam się aromatem i uznałam, że trzeba go wykorzystać. Przypomniałam sobie o lettuce and lovage soup, specjale kuchni brytyjskiej i przysmaku trochę retro. Skorzystałam z przepisu Nigelli z How to eat oraz z Hugh Fearnleya-Whittingstalla – powstało coś pośrodku.

Składniki: Oliwa (ok. łyżki) + łyżka masła, 1 cebula-dymka (cebulka + szczypior), 1 średnia cebula, garść liści i łodyg młodego, świeżego lubczyku, 2 sałaty masłowe, litr dobrego bulionu (u mnie 500ml domowego drobiowego i 500ml warzywnego bio), dwie obfite szczypty kwiatu gałki muszkatołowej, pół łyżeczki cukru, sól, pieprz (delikatnie), opcjonalnie: śmietana lub śmietanka

Cebulę i szczypior posiekać, zeszklić w rondlu na oliwie z masłem. Dodać z grubsza posiekany lubczyk i umytą, poszatkowaną sałatę. Wymieszać, zalać bulionem, doprawić cukrem, solą (jeśli bulion nie jest sam w sobie mocno słony), delikatnie pieprzem i kwiatem gałki muszkatołowej. Gotować na średnim ogniu ok. 15 minut. Zmiksować, sprawdzić doprawienie. Podawać na ciepło, opcjonalnie z kleksem śmietany, lub na zimno, jako chłodnik.

Zupa z sałaty i lubczykuGdybym nie wiedziała, co jem, powiedziałabym, że to zupa ze szpinaku. Smak jest trawiasty i delikatny – np. M zupełnie nie przypadł do gustu („mdłe”*). Przyznaję, że żadna eksplozja smaku to to nie jest, ale mimo tego mi smakowało: łagodne, subtelne potrawy są także potrzebne. Miseczka zupy bardzo dobrze pasowałaby jako przystawka do wiosennego lub letniego obiadu, jako wstęp do bardziej wyrazistej potrawy… Podoba mi się to, że można ją jeść i na ciepło, i jako chłodnik. A poza tym miło zaskoczyć czymś gości ;).

* Ale on też nigdy nie lubił różnych zielonych, ‚trawiastych’ koktajli z krakowskiej Chimery, które ja piłam z przyjemnością.